poniedziałek, 23 września 2013

&Prolog&

czytaj przy: tym

Don’t let me go, cause i’m tired of sleeping alone.
„Mówią mi, że nie powinniśmy być razem,
Że jesteśmy zbyt młodzi by wiedzieć wystarczająco o wieczności,
Ale ja nas bronię, mówiąc, że nie wiedzą o czym mówią i jak bardzo mnie tym ranią.
Ta miłość staje się coraz silniejsza, a ja sama chcę w końcu wykrzyczeć światu, że jesteś mój.
Nie wiedzą o rzeczach, które robimy i jak bardzo sprawiają mi one radość.
Nie wiedzą o tych wszystkich słodkich ‘Kocham Cię’ oraz o tym jaką opieką mnie otaczasz,
Że sprawiasz, że czuję się bezpieczna i kochana. Nie wiedzą, że czekałam całe życie,
Na miłość jak nasza. Ale mogę się założyć, że gdyby wiedzieli ich serca umarłyby z zazdrości.
Nie wiedzą o nas.”

W przeciągu nieubłagalnie ciągnących się miesięcy oczekiwania na wyjście przeczytałem to wyznanie kilkaset razy. Widać, że pisała to na szybko, prawdopodobnie na kolanie co zdradziło jej nienaturalnie przekrzywione pismo. Przypadkowy ślad po kawie, którą tak bardzo uwielbia, płowieje z upływem czasu, a moje myśli zakrzątane są co rusz nowymi obelgami rzucanymi we mnie samego. Jak bardzo mogłem to zniszczyć? Jak bardzo mogłem zniszczyć ją? Nigdy nie sądziłem, że moje kłamstwa, które miały ją chronić, sprawiły, że stało się zupełnie odwrotnie. Nieubłagalny ból w klatce piersiowej, która unosiła się nierównomiernie przez moje przeplatające się przypływy złości oraz smutku, nie dawał spokoju naruszając zanadto funkcjonowanie mojego serca, które teraz biło jak oszalałe. Poczucie winy i nieczyste sumienie wyszły na wierzch, rzucając we mnie moje ostatki honoru. Rozszalała emocjonalnie hybryda – w tym momencie właśnie nią byłem.
***
Strach i jego wszelkie synonimy to za mało by opisać jak bardzo bałam się tej chwili, jak bardzo obawiałam się o to jak zachowa się Harry, a już na pewno jak zareaguję ja oraz moje ciało. Nie wiedziałam czy wraz z ujrzeniem jego postury po prostu się rozkleję i wszystkie słowa otuchy, które sobie przez cały ten czas wmawiałam, znikną niczym bańka mydlana stworzona przez jakieś szczęśliwe dziecko. Ale ja nie byłam tym szczęśliwym dzieckiem. Zniknięcie tej bańki zabolałoby mnie bardziej niż beztrosko biegające maleństwo, tworzące po niej setki potomnych. Ścisnęłam lekko dłonie naszych wspólnych przyjaciół, stojących teraz po obu moich stronach, spoglądających na mnie nerwowo oraz współczująco. Ich wsparcie działało na mnie kojąco, tak jakby w jakimś malutkim stopniu neutralizowali ten zlękniony ból, okalający mnie całą i jednocześnie zacieśniający swój uścisk za każdym razem, gdy próbowałam się z niego wyrwać. Patrzyłam ślepo w miejsce, z którego miał się zaraz wyłonić. Każda minuta zbliżająca mnie do jego wyjścia oraz zawodząca, że jeszcze go nie widzę, sprawiała, że moje serce było wystawiane na próby życia. Sama nie wiedziałam ile wytrzyma przez nasilający się ból i ciemność jaka się w nim zalęgła.

Brzdęk otwieranych wrót oraz charakterystyczny stukot butów Harry’ego – to jedyne co zapamiętałam zanim moje serce zawołało żałośnie, a moje nogi zaczęły się pod sobą uginać. Pragnęłam go.