czytaj przy: tym
Don’t let me
go, cause i’m tired of sleeping alone.
„Mówią mi, że
nie powinniśmy być razem,
Że jesteśmy
zbyt młodzi by wiedzieć wystarczająco o wieczności,
Ale ja nas
bronię, mówiąc, że nie wiedzą o czym mówią i jak bardzo mnie tym ranią.
Ta miłość
staje się coraz silniejsza, a ja sama chcę w końcu wykrzyczeć światu, że jesteś
mój.
Nie wiedzą o
rzeczach, które robimy i jak bardzo sprawiają mi one radość.
Nie wiedzą o tych wszystkich słodkich ‘Kocham Cię’ oraz o tym jaką opieką mnie otaczasz,
Nie wiedzą o tych wszystkich słodkich ‘Kocham Cię’ oraz o tym jaką opieką mnie otaczasz,
Że sprawiasz,
że czuję się bezpieczna i kochana. Nie wiedzą, że czekałam całe życie,
Na miłość jak
nasza. Ale mogę się założyć, że gdyby wiedzieli ich serca umarłyby z zazdrości.
Nie wiedzą o
nas.”
W przeciągu
nieubłagalnie ciągnących się miesięcy oczekiwania na wyjście przeczytałem to
wyznanie kilkaset razy. Widać, że pisała to na szybko, prawdopodobnie na
kolanie co zdradziło jej nienaturalnie przekrzywione pismo. Przypadkowy ślad po
kawie, którą tak bardzo uwielbia, płowieje z upływem czasu, a moje myśli
zakrzątane są co rusz nowymi obelgami rzucanymi we mnie samego. Jak bardzo
mogłem to zniszczyć? Jak bardzo mogłem zniszczyć ją? Nigdy nie sądziłem, że
moje kłamstwa, które miały ją chronić, sprawiły, że stało się zupełnie
odwrotnie. Nieubłagalny ból w klatce piersiowej, która unosiła się
nierównomiernie przez moje przeplatające się przypływy złości oraz smutku, nie
dawał spokoju naruszając zanadto funkcjonowanie mojego serca, które teraz biło
jak oszalałe. Poczucie winy i nieczyste sumienie wyszły na wierzch, rzucając we
mnie moje ostatki honoru. Rozszalała emocjonalnie hybryda – w tym momencie właśnie
nią byłem.
***
Strach i jego
wszelkie synonimy to za mało by opisać jak bardzo bałam się tej chwili, jak
bardzo obawiałam się o to jak zachowa się Harry, a już na pewno jak zareaguję
ja oraz moje ciało. Nie wiedziałam czy wraz z ujrzeniem jego postury po prostu
się rozkleję i wszystkie słowa otuchy, które sobie przez cały ten czas
wmawiałam, znikną niczym bańka mydlana stworzona przez jakieś szczęśliwe
dziecko. Ale ja nie byłam tym szczęśliwym dzieckiem. Zniknięcie tej bańki
zabolałoby mnie bardziej niż beztrosko biegające maleństwo, tworzące po niej
setki potomnych. Ścisnęłam lekko dłonie naszych wspólnych przyjaciół, stojących
teraz po obu moich stronach, spoglądających na mnie nerwowo oraz współczująco. Ich
wsparcie działało na mnie kojąco, tak jakby w jakimś malutkim stopniu neutralizowali
ten zlękniony ból, okalający mnie całą i jednocześnie zacieśniający swój uścisk
za każdym razem, gdy próbowałam się z niego wyrwać. Patrzyłam ślepo w miejsce,
z którego miał się zaraz wyłonić. Każda minuta zbliżająca mnie do jego wyjścia
oraz zawodząca, że jeszcze go nie widzę, sprawiała, że moje serce było
wystawiane na próby życia. Sama nie wiedziałam ile wytrzyma przez nasilający
się ból i ciemność jaka się w nim zalęgła.
Brzdęk otwieranych
wrót oraz charakterystyczny stukot butów Harry’ego – to jedyne
co zapamiętałam zanim moje serce zawołało żałośnie, a moje nogi zaczęły się pod
sobą uginać. Pragnęłam go.